Hmmm...nie pamiętam kiedy ostatni raz ją jadłam. Ale wiem jedno, że od dawna już za mną "chodziła", a że tak już mam, że jak mi się coś w tej główce zamani to nie ma zmiłuj...prędzej czy później muszę to zrobić. ;) Tak właśnie było z fasolką. ;) W sam raz na takie chłodne dni jakie teraz mamy, bo jest sycąca i rozgrzewająca.

Składniki tak na mniej więcej 3 litry:
- 80 dag fasolki Jaś
- 25 dag boczku wędzonego*
- 15 dag kiełbasy np podwawelskiej*
- 3 średnio małe cebule
- majeranek
- sól
- pieprz
- liść laurowy
- koncentrat pomidorowy
* ilość mięska zależy kto ile lubi ;)
Najpierw zalać fasolkę wrzątkiem i zostawić na parę godzin. Dzięki temu pozbędziemy się wzdęć. Następnie zalać znów fasolkę dużą ilością zimnej już wody(musi być jej dużo, gdyż fasolka wchłonie dużo wody) i zostawić na noc. Następnego dnia do garnka z fasolką wrzucić liść laurowy i gotować fasolkę do miękkości - będzie to trwało mniej więcej 1-1,5 h. Na koniec posolić. (Ja do fasolki dodałam skórę z boczku żeby miała lepszy smaczek ale również można ją ugotować na wywarze z kostki czy jakimś żeberku. Z pewnością wzbogaci to jej smak). W między czasie na patelni podsmażyć na oleju mięska z cebulką.

Jak fasolka już zmięknie to przełożyć zawartość patelni do garnka z fasolką i podgotwać razem na małym ogniu. Dodać do smaku koncentratu pomidorowego, doprawić solą, pieprzem i dużą ilością majeranku. Podawać z jasnym pieczywem.

Smacznego! :)